Projekt YOU RISE AND SHINE!

DSC_9594.jpg

Edycja specjalna Programu Gdybym dorosła: „Gdybym dorosła…w życiowym kryzysie”

baner1

Wiele z nas stara się zrobić jak najwięcej, aby zapobiec temu, by naszym udziałem stały się trudne i traumatyczne życiowe doświadczenia. Choćbyś jednak przeznaczała na to większość życiowej energii, to jeśli masz pępek (czyli jesteś człowiekiem:-), raczej nie uchronisz się przez tym, by przeżyć życie i nie musieć konfrontować się z jakiegoś rodzaju kryzysem. Taka jest bowiem natura naszej ludzkiej kondycji. To może być bolesne rozstanie z kimś najbliższym i wydawało się – nierozerwalnie z tobą związanym, utrata pracy, choroba twoja lub kogoś bliskiego, śmierć rodziców, wypadek, utrata środków do życia albo komfortu i wygody, przeprowadzka do innego kraju, utrata młodości czy złudzeń na swój temat, odkrycie, że przez większość cennego czasu nasza drabina była przestawiona do niewłaściwej ściany.

Byłam jedną z osób, która na różne sposoby stara się kontrolowac rzeczywistość, aby uchronić się przed dyskomfortem i cierpieniem. Stałam się mistrzynią przewidywania i zapobiegania, ale – jak można się łatwo domyśleć – to nie mogło się udać.

Rok 2016 mnie nie rozpieszczał. 3 groźne dla  życia operacje taty, bardzo poważna choroba wzroku mamy, i wreszcie dramatyczne rozstanie, z tatą mojej córki, moim partnerem przez ostatnie 22 lata – wszystko to złożyło się na niespodziewany i potężny życiowy kryzys.

Przechodziłam kolejne fazy procesu żałoby: złość, szok, niedowierzanie, targowanie się, smutek  i w końcu depresja tak poważna, że z trudem podnosiłam się z łóżka, by zrobić mojej córce śniadanie.

Kiedy zaczęłam myśleć, że w zasadzie śmierć nie jest tak straszna, jak mi się zawsze wydawało, jakaś część mnie poczuła, że musi być jakieś inne wyjście. Chciałam dać przestrzeń wszystkim uczuciom, które się przeze mnie przetaczały. I jednocześnie wewnętrzny obserwator (albo obserwatorka) nie mógł nie widzieć, że duża część mojego codziennego przemożnego cierpienia jest kreowana przez moje myślenie: negatywne myśli o sobie, obwinianie siebie i innych, snucie najgorszych scenariuszy przyszłości i samostraszenie się nimi…

Zobaczyłam, że to mój największy obszar wpływu.

rezerwuj-miejsce-1

Ratunkiemi oraz inspiracją stała się dla mnie też wypowiedź Brandon Bays, twórczyni metody The Journey:

„Kiedy przytrafia ci się niszczące doświadczenie, powinnaś rozpoznać je jako wezwanie do przebudzenia i rozpoczęcia twojej podróży.

Za każdym razem, kiedy przeżywasz traumę,  jest to sposób życia na powiedzenie ci: Obudź się! To czas, aby przybyć do domu, wysłuchać, czego chce nauczyć cię twoja dusza i odkryć, dokąd chce cię ona zabrać.”

Daphne Kingma, psychoterapeutka z USA twierdzi wręcz, że kryzys to wezwanie do rozwoju, do tego, byśmy stali się inni, lepsi, byśmy byli sobą bardziej niż do tej pory:

„Kryzys, w jakim się aktualnie znajdujesz, ma swój cel, a częścią tego celu jest, żebyś w jego toku odczuł w sposób bardzo głęboki inne doświadczenie życia i siebie samego. Rzeczywistość zdaje się dawać ci kuksańca w bok i mówić: myślałeś, że w życiu chodzi o to, aby – mówiąc słowami poety Wiliama Wordswordha (tutaj w świetnym przekładzie Stanisława Barańczaka): „być zaprzedanym codziennej pogoni” – ale tak nie jest. Chodzi o to, aby znaleźć pełniejszy wyraz siebie, poszukać swojego prawdziwego ja, znaleźć własną drogę prze życie i kroczyć nią do realizacji wyłącznie twojego celu życia, do jego pełni.”

Postanowiłam zaprojektować dla siebie rozwojowy proces, którego celem było wykorzystanie tego rozległego kryzysu do tego, by stworzyć życie pełne miłości, śmiechu, piękna, przyjaciół i sensu. Dla mnie i dla mojej 6-letniej córki. Chciałam zrobić swój projekt RISE AND SHINE.

Świadomie nadać sens temu, co mi się przydarzyło, i co z pozoru wydawało się kompletnie bezsensowne.

Zobaczyć, jakie są moje najważniejsze wartości. Pragnienia. Marzenia. Potrzeby. Tęsknoty.

Skąd biorą się moje największe lęki i przeszkody nie pozwalające żyć zgodnie z moją prawdziwą naturą.

Co mogę zrobić w odpowiedzi na nie.

Okryć swoją prawdziwą naturę i zacząć nią lśnić na co dzień.

Dorosnąć w kryzysie.

Jednym zdaniem: chciałam się podnieść z kolan, na które rzuciło mnie życie i zacząć prawdziwie żyć, z głębi swojej natury.

rezerwuj-miejsce-1

Nie chciałam czekać na księcia z bajki, który pojawi się w moim życiu i je uzdrowi. Nie chciałam wiązać się z mężczyzną po to, by przestać cierpieć.

Tu miałam kompletną jasność – zaczęłam widzieć, że ten kryzys to szansa i czas na to, bym sama zbudowała sobie życie jakiego pragnę, z wszystkimi jakosciami, których chce doświadczać na co dzień. I dopiero potem zaprosiła  do niego kogoś, z kim chciałabym sie tym dzielić.

To był długi, stopniowy proces, w którym po dwóch krokach do przodu często następowały trzy do tyłu. Przez wiele miesięcy przyglądałam się, co działa, co mi pomaga wyjść z mojej czarnej dziury, a co mnie do niej wciąga lub w niej przytrzymuje.

Upadałam, podnosiłam się, upadałam ponownie i tak stopniowo zaczęłam czuć, że odzyskuję grunt pod nogami. Że mogę polegać na sobie. Że mogę znów cieszyć się życiem.

Jakiś miesiąc temu (prawie rok od tego, gdy rozpoczął się mój życiowy kryzys) złapałam się na tym, że jakoś dziwnie się czuję. To był zwykły wieczór. Siedziałyśmy z moją córką i moja mamą przy oświetlonym ciepło stole w kuchni, ciesząc się z tego, że mała zaczęła sama pisać bez dyktowania kolejnych liter i świętując z nią tę nową umiejętność. Byłam pełna energii, ożywiona, czułam, jak jestem zanurzona w życiu i jak ono przeze mnie płynie. Nie miałam żadnych negatywnych myśli, nie czułam żadnego cierpienia. Byłam tam i wtedy. I pojawiła sie myśl: „To o to właśnie chodzi.”. Po to Bóg (czy ktokolwiek lub cokolwiek, co za tym wszystkim stoi) wymyślił życie. To jest właśnie właściwy sposób jego przeżywania. I zdałam sobie sprawę, że tak czułam się przez cały dzień i czasami podczas wcześniejszych dni. Te uczucia zostały ze mną na kolejne dni, czasami znnikajac na jakiś czas, ale pojawiają się regularnie i mam wrażenie, że buduje się we mnie jakaś nowa postawa, odpowiedź na życie. Że wreszcie lśnię swoim blaskiem, głeboko podłączona do swojej prawdziwej natury.

Mnie zajęło prawie rok przejscie ze stanu cierpienia, depresji, poczucia beznadziei na jasną stronę. Jestem jednak przekonana, że można ten proces przejść szybciej, a już na pewno, że możliwe jest zminimalizowanie cierpienia, które często sobie sami w takiej sytuacji fundujemy  snując czarne scenariusze przyszłości, osłabiając swoją samoocenę, obwiniając siebie, nie dopuszczając trudnych uczuć do siebie.

W czasie tego roku odbyłam wiele sesji terapeutycznych, coachingowych i treningów kontaktujących mnie z tym, co się naprawde dzieje; korzystałam ze wsparcia wielu bliskich osób, długiej listy lektur, wykładów i najrózniejszych inspiracji.

Chciałabym podzielić się z Tobą i przeprowadzić Cię przez proces, który zaprojektowałam, i który pozwoli Ci wykorzystać kryzys w Twoim życiu, jako prawdziwą szansę na połączenie się ze swoją prawdziwą naturą, znalezienie nowych rozwiązań i zalśnienie swoim pełnym blaskiem. Zapraszam Cię gorąco – You Rise and Shine!

rezerwuj-miejsce-1

Proces podzieliłam na dwie części: fazę Rise i fazę Shine. Poniżej znajdziecie ich bardziej szczegółowy opis:

Poziom pierwszy – Rise, czyli wstajemy z kolan, na które rzuciło nas życie

  1. Zupełnie nowa odpowiedź na pytanie: „Dlaczego właśnie ja?”, czyli wychodzimy z roli ofiary.

  2. W poszukiwaniu sensu. Rozpoznajemy życiową i rozwojową szansę, którą ofiaruje nam nasz kryzys (cierpienie daje nam motywację do prawdziwej zmiany)

  3. Dopuszczamy do głosu wszystkie uczucia związane z naszą trudną sytuacją

  4. Budujemy sieć wsparcia i aktywujemy rzeczy, które nas wzmacniają

  5. Akceptujemy to, co nam się przytrafiło, aby móc pójść dalej i robimy miejsce na nowe

  6. Odbudowujemy poczucie własnej wartości

  7. Pozbywamy się  poczucia winy i rezygnujemy z obwiniania: wybaczamy sobie i innym

  8. Zmieniamy negatywne wzorce myślenia, które fundują nam niepotrzebne w tej sytuacji cierpienie. Pozbywamy się niesłużących opowieści na swój temat.

Poziom  drugi – Shine, czyli zaczynamy lśnić blaskiem swojej prawdziwej natury

  1. Badamy dogłębnie nasze odpowiedzi na pytanie: „Kim tak naprawdę jestem?” Czego pragnę, o czym marzę, za czym tęskni moja dusza? Kim jestem poza nawykowymi/uwarunkowanymi sposobami reagowania na moje życie? Rozpoznajemy swój życiowy dar i jakości, które mamy wnieść do świata

  2. Szkukamy możliwości do zalśnienia pełnym blaskiem, pytając, w jaki sposób kryzys pozwala nam wzrastać emocjonalnie i duchowo i stawać się pełniejszą wersją siebie, połączoną ze swoją pradziwą naturą.

  3. Zamieszkujemy w świecie obfitości, ucząc się rozpoznawać niezliczone sposoby, na jakie świat nas wspiera

  4. Uczymy się odnajdywać w sobie  miłość i kochać bardziej: siebie i innych

    Informacje praktyczne

    • Kurs potrwa 12 tygodni. W każdy poniedziałek otrzymasz materiały szkoleniowe skadające się z części teoretycznej oraz praktycznej .
    • Wszystkie uczestniczki będą miały dostęp do tajnej grupy na Facebooku, gdzie będą mogły korzystać ze wsparcia innych oraz mojego (autorki i moderatorki kursu).
    • W trakcie kursu zaproszę Was się również na webinar,pogłebiający zagadnienia poruszane w materiałach.

    Zapraszam! Let’s RISE AND SHINE! Zróbmy to razem! Ewa Panufnik

rezerwuj-miejsce-1